Wsiadam do Orient Expressu. Tym razem jest inaczej — w powietrzu nie unosi się aromat nadchodzącej zbrodni. W ręku trzymam bilet, choć nie wiem dokładnie, gdzie jadę. Konduktor woła, żeby wsiadać, więc zajmuje swoje miejsce i wyglądam przez okno. Wszystko jest takie magiczne i szczęśliwe, wokół chodzą zakochani, latają motyle, które są przeganiane przez szarych policjantów. Niektórzy mają okulary w serca, inni, eleganckie garnitury i ciągle coś liczą. Tylko cyfry, równania, logika…
Nagle słyszę komunikat z głośnika: “Kolejne stacje: Serce i Rozum”.
Pociąg, którym jadę, zabiera mnie w niesamowitą podróż. Odwiedzę dwa centrum każdej z nas: stolica emocji i różu oraz centrum kontroli, oraz logiki. Dlaczego wyruszyłam w tą przejażdżkę? Otóż bardzo dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma rzekami, zakochała się pewna dziewczyna. Nie była ona księżniczką ani królową, była po prostu spokojnie żyjącą nastolatką. Gdy to niewinne zauroczenie zapukało do jej drzwi, ona otworzyła je szeroko, nie spodziewając się, czym naprawdę jest to uczucie. Prawdziwe kłopoty narodziły się wtedy, kiedy nadeszła wielka wojna: motyli w brzuchu, różowych okularów oraz euforii, z poważnymi matematykami, logicznymi duchami oraz rzeczywistymi okularami.
Po której stronie jest wygrana? Serca czy rozumu? Kto zagwarantuje nam wymarzoną miłość? Za kim powinnyśmy podążyć? Ja zadaję sobie to pytanie często i teraz gdy już wsiadłam do miłosnego Orient Expressu, nie ma odwrotu. Następna stacja: Serce.
Bohater Czy Głupiec?
Różowa, magiczna metropolia. Miasto emocji, euforii oraz motyli w brzuchu. Niby wymarzona lokacja, a jednak nie warto zaglądać w ukryte uliczki (tam zawsze znajdzie się ktoś ślepo pijany z miłości). To cudowne miejsce pomimo swojej szczęśliwej wizji idealnej miłości, gwarantuje swoim mieszkańcom powodzie, trzęsienia ziemi i huragany. Nie przewiduje ono nadchodzących rozczarowań, smutku, ran zadanych przez nas samych lub drugą osobę. Pozwala na utopienie się w emocjach, nie mając przy tym żadnego logicznego myślenia lub racjonalnych decyzji. Jednocześnie, pomoże ci w czasie suszy. Wyśle swoich wiernych żołnierzy pod tytułem błahe emocje i podkoloryzuje twoją miłość. Serce — jesteś naszym bohaterem czy młodym głupcem?
Zawsze w filmach rozczarowywałam się tym, jak główna bohaterka kierowała się bezmyślnym zakochaniem, narażając się na wszystkie problemy oraz bóle. Na końcu, puenta zawsze była taka sama: podążaj za swoim sercem. Jednak zastanawiam się: czy miłość kierowana przez stolice emocji jest dobra? Czy powinniśmy tkwić w różowej atmosferze euforii i ślepo podążać przez uczucie?
Czasami, tak robiłam. Bo zdarzały się sytuacje, kiedy byłam naszą zakochaną bohaterką za siedmioma górami i wtedy czułam się jak na rollercoasterze. I choć było pięknie, bawiłam się cudownie, zabarwiając moją wizję drugiej osoby, to jednak zdecydowanie była to jazda bez trzymanki, kiedy coś poszło nie tak. Kiedy ktoś mnie zranił lub ja zbyt mocno poleciałam w swoich oczekiwaniach. Zastanawiam się wtedy: jak mogłam do tego dopuścić? Jak mogłam tego nie przewidzieć? Ale takie rzeczy są po prostu niemożliwe. Wiem, że miłość bez magii serca nie istnieje. Bo to właśnie serce otwiera nam bramę do piękna tego uczucia i jego słodkości. To ono wybiera, kto wejdzie do naszego życia, kogo obdarzymy ciepłym spojrzeniem i z kim będziemy dzielić każdy uśmiech. Nie mogę sobie wyobrazić życia bez spontaniczności serca, a jednak…
Pierwiastek z miłości
Ostry zgrzyt żelaznych kół pociągu rozprzestrzenił się po wagonie. Znalazłam się w szarej przestrzeni. Osoby w garniturach, policjanci, matematycy. Tak to wszystko wygląda znajomo — tak jak na stacji Rozum. Ciągłe równania, pierwiastki i wykresy. Wszystko powinno być logiczne, bezpieczne i przynosić zyski. Tutaj nie ma miejsca na romantyczność, ryzyko czy dopaminę.
Czuję się tu jak na egzaminie. Wypełniam poprawne pola, a gdy jakaś odpowiedź się nie zgadza — nie zgadza się cała reszta. Lubię i jednocześnie nie znoszę tego miejsca. Tak, to prawda, to ono utrzymuje mnie w bezpiecznej sytuacji. Zapala wszystkie czerwone lampki na jeden zły znak. Jednak, jak bardzo uschnięta musi być tutaj miłość. Bez żadnych barw, tylko określona struktura o wymierzonych kątach. Może i jest ona pewna i poprawna, ale czy ma w sobie ten płomyk komedii romantycznej? Tej, która każda z nas ogląda i marzy, żeby przeżyć. A może to tylko iluzja?
Myślę, że każda z nas sekretnie chce usłyszeć, że serce jest tym, za czym powinnyśmy podążać. Daje nam to wolność, poczucie takiego błogosławieństwa w tym, co nie zawsze jest dobre. Bo miłość to nie tylko motyle w brzuchu, ciągła zabawa. To też wyzwanie, odpowiedzialność i wiedza o tym, że nie zawsze komedia romantyczna się sprawdza. I możesz pomyśleć, że jestem pesymistką co do miłości, lecz prawdą jest to, że ja nigdy nie wierzyłam w to, że nasz rozum blokuje nam magię i euforie zakochania się. Prawda: zawsze chciałby mierzyć wszystko od linijki, ale każda z nas uświadamia to, że miłość to nie zadanie z matematyki. Ale też nie jest to idealna masa uczucia, która nigdy nie kuje. Rozum to jest nasz plaster, ale nie zaklei on złamanego serca.
Jestem niezwykle dumna z faktu, że potrafię pogodzić ze sobą te dwie strony. Nie muszę być tylko srogim fizykiem lub rozmarzonym kupidynem. I choć jestem młoda i według większości ludzi nie wiem, czym jest miłość, to wiem, że nie jest to komedia romantyczna, w której wszystko kończy się magicznym pocałunkiem. Prawdziwe życie jest lepsze. Jest przygodą w pociągu, płakaniem serca na ramieniu rozumu, który go pociesza. Bo robimy błędy, wierzymy tym, komu nie powinniśmy, nie chcemy zrezygnować, bo chcemy być kochane. A kiedy za siedmioma górami, siedmioma lasami i siedmioma rzekami, dziewczyna spotyka miłość, w której serce i rozum spotykają siebie, to nie jest już tylko nastolatką. Jest księżniczką, która ma w sobie cudowną parę: rozum i serce.
Z matematykami i motylami w brzuchu oraz całą miłością, YP.



