Nie zliczę ile razy wmawiałam sobie, że jestem gorsza od innych. Czy to w ocenach, wyglądzie czy umiejętnościach – upokarzałam się sama sobie wmawiając jakim każdy jest geniuszem z niesamowitymi talentami i aparycją. W takich sytuacjach stawałam przed dwoma scenariuszami: a) zatopienie się w smutku i żalu, b) podjęcie wysiłku aby stać się lepszą. Myślę, że spodziewacie się ode mnie odpowiedzi „b”. Jednak czy zaskoczę was kiedy powiem, że opcja „a” stawała się nieraz bardziej atrakcyjna?
Ta praca jest dla mnie wyzwaniem. Dlaczego? Ponieważ ta myśl jest jedną z najczęstszych problemów w mojej głowie. Wydaję mi się, że zamiast stawić jej czoła, odwlekałam ją i wmawiałam sobie, że więcej te słowa nie przywołam. Lecz byłam w błędzie i teraz jest czas aby zastanowić się nad tym i odpowiedzieć sobie wprost: czy jestem gorsza od innych? Czy to tylko mój wewnętrzny duch przegranej chcę mnie zaciągnąć w czarną dziurę desperacji?
Główna bohaterka dramatu
Dlaczego opcja „a” czasami wygrywała? Nie tak dawno temu w książcę Kate E. Russel przeczytałam zdanie, które dodało mi niecodzienny komfort:
„Nie rozumie, jak satysfakcjonujący bywa smutek; godziny spędzone w hamaku, z muzyką Fiony Apple w uszach sprawiają, że czuję się lepiej, niż czułabym się, gdybym była szczęśliwa.”
Kate Elizabeth Russell, Moja mroczna Vanesso, Warszawa 2020
Dziwne, prawda? Jednak ja czasami utożsamiam się z tymi słowami. Bowiem sceneria smutnej muzyki na słuchawkach, leżenia pod kocem i użalania się nad sobą dodaje mi poczucia jakbym była główną bohaterką dramatu. Ta główna bohaterka powtarzając w głowie te negatywne myśli stara się uciec od problemów, odruchów perfekcjonistki, która albo robi coś na 100% albo w ogóle. Ten stan jednocześnie nienawidze jak i kocham. Kocham ponieważ jest on głębokim oddechem w mojej rzeczywistości – kiedy zawsze mam coś do zrobienia, a czasu brak. Nienawidzę, ponieważ wywiera on na mnie dodatkową presje “tracę czas, powinnam zabrać się do pracy, zaniedbałam się, jestem strasznie leniwa”.
Czy jest to zły stan? Nie – uważam jednak, że jesteśmy w stanie go bardziej umiejętnie wykorzystać. Usunąć melancholijne opakowanie, pozwolić sobie na ten moment i po prostu odpocząć. Życie pod ciągłym naciskiem nie jest łatwe i nie należy do przyjemnych. To trochę tak jak w sztuce retoryki – spowalnianie, akcentowanie, niektórych wyrazów dodaje większego wrażenia, charakteru co często jest ważniejsze niż sama treść. Dlaczego więc nie przełożyć tej techniki do naszej codzienności? Wielcy bohaterowie nie zawsze działają na swoje 100%, ale nie oznacza to, że nie są wielcy.
Co pomyślą inni?
Nikt nie chce być gorszy od innych. Chcemy być doceniani, podziwiani, uważani za autorytet. Kiedy doświadczam porażki np. Gdy dostanę złą ocene, wydaję mi się, że zwracam o wiele bardziej uwagę na to co pomyślą o mnie inni, niż to, co naprawdę spowodowała ta ocena w moim życiu. Bo prawdą jest, że jest ona nic warta, a po drugie, nikt – nawet jeżeli go to obchodzi – nie będzie jej pamiętał po godzinie. Zatem dlaczego tak bardzo skupiamy się na tym co myślą o nas inni? Dlaczego boimy się akceptować faktu, że nie we wszystkim możemy być bardzo dobrzy? Dlaczego boimy się być sobą tylko dlatego, że ktoś może coś o nas złego pomyśleć? Dlaczego boimy się tego co ludzkie?
„Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce” – kierując się słowami Terencjusza, uważam, że zapomnieliśmy o tym, że jesteśmy tylko ludźmi. Możemy popełniać błędy, możemy się dalej czegoś uczyć, możemy nie być we wszystkim perfekcyjni. Wiele razy bałam się być sobą, tylko dlatego, że ktoś inny mógłby mnie nie polubić albo (o zgrozo!) pomyśleć, że jestem gorsza od innych. Jaką cenę za to zapłaciłam? Brak pewności siebie, smutek, kompleksy — to wszystko tylko dlatego, że przejmowałam się opinią innych, zabiegałam o antecję osób, które nigdy nie mogłyby zaakceptować tego, kim jestem.
Wady, które nie są wadami
Zgodzisz się jednak, że poczucie, bycia gorszym od innych, jest bolesne. Kiedy jestem w takiej sytuacji, czuję, że oskarżam się na ślepo. Nie widzę wszystkich wspaniałych aspektów mnie, skupiam się tylko na porównywaniu siebie do kogoś innego. Ale nie jestem kimś innym, jestem sobą. Moje cechy i atrybuty są tak samo wartościowe i cenne jak te u innych. Moje “grube” ręce codziennie piszą, przez co spełniam marzenia. Moje “krzywe” nogi, prowadzą mnie przez życie, mogę biegać, skakać, pływać… Mój “wystający” brzuch trawi codziennie jedzenie, które mogę jeść z tymi, kogo kocham. Każda “okropna” cząstka mnie, powoduje, że żyję, że mogę spełniać marzenia, kochać, śmiać się, że mogę być szczęśliwa. Moje ciało, moje umiejętności, moje cechy to dary, które ofiarowało mi życie. Jak mogę ich nie kochać?
Podsumowanie
Podsumowując, chcę, żebyś pamiętała, że życie nie mogło ci ofiarować czegoś złego. Każda cząstka ciebie jest oryginalna, piękna i ważna. Jesteśmy jak witraże – pojedyncze elementy na pierwszy rzut oka są tylko kawałkiem kolorowego szkła, ale kiedy złoży się je wszystkie razem, tworzy się niezwykły obraz, gdzie każda część ma ogromne znaczenie. Mienimy się na różne kolory – czasami mamy złe dni, czasami dobre. Witraż sam w sobie nie dostrzeże wszystkich wspaniałych elementów, ale z boku – jest on spektakularnym, mieniącym się na wiele barw, podziwianym okazem. Nie pozwól sobie odebrać tych barw, nie pozwól sobie zwątpić w to, kim jesteś. Dla mnie ta podróż kończy się tutaj, ale dla ciebie wcale nie powinna. Zachęcam Cię do odpowiadania na zadane tutaj pytania i odkrywania jakim cudownym witrażem jesteś. YP



