Budzik dzwoni mi nad uchem, kiedy ja jeszcze żyję w moim utopijnym świecie snów. Powoli gramolę się z łóżka, w głowie lekko mi się kręci, najchętniej znowu wróciłabym pod kołdrę. Spoglądam w telefon. 6:02. Bajecznie, godzina idealna do życia. W ekranie widzę swoje odbicie. Paskudnie wyglądam; potargane włosy, zaspane oczy, czerwone policzki. Lepiej było nie patrzeć. W łazience przemywam twarz zimną wodą, myję zęby, próbuję wykrzesać z siebie jakiekolwiek piękno czy w ogóle cokolwiek co wskaże, że nie jestem chodzącym trupem. Na śniadanie nic nie jem, piję tylko herbatę z miodem i szybko siadam na podłodze. Jestem już zmęczona. Terminy mnie gonią, czas pędzi jak szalony. Dokąd on tak biegnie? Dlaczego tak bardzo mnie pogania?
Głowę mam pustą. Zero. Brak pomysłów, motywów, problemów, niczego co mogłoby mi pomóc. Naprawdę się zastanawiam czy nie jestem już jakimś zombie. Padlinożercą co zjada pomysły z każdego pierwiastka mojego istnienia. Nic nie pomaga.
Coraz częściej myślę o zostawieniu tego wszystkiego i ucieczce gdzieś daleko stąd. Gdzie nikt mnie nie zna, nikt nie zawraca mi głowy, nikt nie udaję i nie bredzi jakichś głupot. Nienawidzę tego, że widzę moją twarz dosłownie wszędzie. Lata sobie jak piórko prezentując się nieznajomym, szukając podziwu w oczach tych, którzy pewnie nigdy by mnie nie zrozumieli. Potem słyszę aprobaty, ciche brawa, które szybko tłumię, bo wiem, że żaden z nich nigdy nie zobaczy tych słów, tak jak ja je widzę. Jak je stworzyłam, ulepiłam. Jak ich doszczętnie nienawidzę, a czasami kocham. W tych twarzach, słowach, szczerych uśmiechach szukam błędu. Dlaczego oni mi to mówią? Bardzo mi się spodobało! Powinnaś zrobić z tym coś więcej! Naprawdę Cię rozumiem. O nieee. Oni na pewno mnie nie rozumieją.
Oni nie rozumieją, kiedy mi się coś nie podoba. Oni nie wiedzą, że mnie guzik obchodzi ich opinia. Oni są zdziwieni, kiedy jestem w tekstach szczera, kiedy nie próbuje się maskować dla ich dobrej opinii. Oni chcą przeprosin, kiedy wyjawiam, że coś mnie boli. Oni są oburzeni, kiedy nie robię tego, co powinna robić młoda dziewczyna. Oni chcą mnie naprawić, poprowadzić, ale oni nigdy nie byli na moim miejscu. Oni zawsze tylko chcą, żebym pisała to, co oni chcą usłyszeć, tworzyła to, co będzie “akceptowalne i wzorowe”, robiła to, co nie narazi mnie na niepochlebną reakcję innych. Oni wszyscy chcą zobaczyć swoje życie w moim. Jakbym była martwym słowikiem, który śpiewa do każdej melodii, jaką ktoś zapoda.
Siadam ponownie za biurko. Mam dosłownie 24 godziny, zanim opublikuje się kolejny tekst. Zero pomysłów. Nic nie mam w głowie. Zupełny brak inspiracji. Zaczynam mielić słowa na kartce, po prostu wypisuje losowe zdania. Przestworza oceanu, samotny człowiek, może coś zaczerpniętego z mitologii greckiej? A może jednak coś prostszego, minimalistycznego? Szukam dalej; pustynia, uzależnienia, może coś bardziej dydaktycznego? Zerkam w lusterko i szukam odpowiedzi wypisanej na moim obliczu.
Po prostu pisz, cokolwiek, wylewaj zdania na kartkę, śpiewaj do swojej melodii. – słyszę w myślach. No więc siadam i piszę.
Pierwszy szkic, do wyrzucenia, coś o miłości. Banalne więc nie. Drugi szkic to samo, teraz coś o samotności. Trzeci tekst podarłam i wyrzuciłam w kąt pokoju, jak mogłam napisać coś tak podłego? Czwarty szkic, chcę mi się płakać, tylko ze swojej głupoty. Piąta próba staje się bezowocna. Nie mam nic, jestem biedną pisarką bez grama pomysłu.
Mija prawie cały dzień. Czuję, jak sekundy bezpowrotnie mijają. Leżę na podłodzę i próbuję nie odejść od zmysłów. Jak to możliwe, że kiedy brakuje mi pomysłów w głowie, świat staje się nagle taki szary i zwykły? Próbuję wyobrazić sobie jakieś odludne miejsce, gdzieś gdzie zawsze będę bezpieczna i szczęśliwa. Wylecieć gdzieś daleko stąd, być wolnym ptakiem, który szybuje tam, gdzie go wiatr zaniesie, tego właśnie bym chciała. Zaraz, zaraz. A może to właśnie to? Tam, gdzie wiatr go zaniesie. Podniosłam się znowu do mojego biurka i zaczęłam spisywać pomysł, żeby go jak najlepiej zobaczyć i obrobić. Stworzyć z niego piękną rzeźbę, w której wszystkie moje słowa znajdą dom.
Kiedy na samym początku szłam swoją twórczą ścieżką, myślałam, że sama będę mogła komponować muzykę swoich zdań. Myślałam, że świat pozwoli mi użyć wszystkich instrumentów, tonacji, barw. Chciałam grać na kartce to, co czułam, to co myślałam. Jeden raz coś jazzowego, drugi raz trochę więcej dramatyzmu, wielkie katharsis, które obudzi we mnie nowe życie. Chciałam zaczerpnąć ducha kolejnych wszechświatów, które otwierały się przed moimi oczami jak zaczarowane. Chciałam pokazać wszystkim, jak kreuję całkowicie drugą wersję naszej rzeczywistości.
Jednak z czasem zaczynałam rozumieć, że wokół mnie buduje się niewidzialna klatka dla słowika, którego pragną wytresować do swoich piosenek. Wiatr specjalnie kierował ptaka tak, żeby wleciał w sidła kruków. Tylko jak może się uwolnić mały ptaszek z niewoli wielkich, czarnych potworów? Nie jestem gotowa, żeby oddać swoją wolność dla nich. Nigdy nie chciałam i nie zrobię tego. Świat słowika jest piękny. Jest bujny, kolorowy. Są w nim morza, lasy, wielkie, gorące pustynie, rzeki, niosące ze sobą dźwięki miast. Są w nim instrumenty, barwy, dźwięki deszczu spadającego na liście, szum wiatru, odgłosy życia, które mogę komponować tak, jak chcę.
Z moim dłoni zaczęły sypać się słowa. Odnalazłam klucz do tej historii. Czułam się jak opętana, pisałam przez prawie całą noc. Rano pobiegłam jak najszybciej do gazety i podałam im tekst. 8:00, jeszcze 6 godzin do publikacji. Wychodząc z budynku, popatrzyłam na powolne tempo miasta. Czas zwolnił, już mnie nie goni.
Wróciłam do domu dłuższą drogą. Słuchałam śpiewu ptaków, pochłaniałam koloryt otaczającego mnie świata. Weszłam do domu i zrobiłam sobie duży, pyszny obiad. Choć w pisaniu potrafię jeszcze coś znośnego stworzyć, to przy kuchennym blacie powstaje zwykle masakra. Wyrzuciłam spalone jedzenie i zostałam tylko z herbatą. Byłam taka spokojna. Może prawdziwie szczęśliwa? Uwolniona z sideł kruków.
Zadzwonił telefon. “Dzień dobry, przekazuję informacje o tym, że tekst został odrzucony. Cytując redaktora, przydałoby się mniej brutalności, a wątek wolności w tworzeniu powinien zostać usunięty. Do widzenia.”
Sekretarka się rozłączyła. Teraz słyszałam już tylko pisk. Coś uderzyło o szybę na balkonie. Wyszłam, nawet nie rejestrując moich ruchów. Na podłodze leżał martwy słowik.



