– Dlaczego ludzie chcą wrócić do życia? – zapytał mnie, rzucając antypatyczne spojrzenie.
Kostyczny mężczyzna przede mną siedział w eleganckim, brązowym garniturze, a na nosie miał zawieszoną okrągłą parę czerwonych szkiełek. Przypominał naukowca lub szalonego złoczyńcę. Jednak zdecydowanie nie boga greckiego.
– Nie wiem – odpowiedziałam cicho. Spoglądałam na swoje półprzezroczyste dłonie.
– Widzisz śmiertelniczko, niezwykle intrygująca jest jedna rzecz – zawiesił przez chwilę głos i wlepił we mnie swój czerwony wzrok. – Ci, którym dałem wszystko, chcą wymienić Pola Elizejskie na… No cóż, zwykłe, kompromitujące życie. Czar rzeki Lete nagle przestał działać. Te podłe nieboszczyki przywracają sobie pamięć poprzedniego życia, a Kronos za chwilę oszaleje i wywróci tę krainę do góry nogami.
Tak, Hades zdecydowanie nie przypominał boga greckiego, o którym uczyłam się z mitologii. Niski, szczupły, zgarbiony mężczyzna z niezwykle amorficzną postawą. Największy psiarz, jakiego kiedykolwiek poznałam, ze zdjęciami Cerbera na każdej ścianie swojego przestrzennego biura. Pokój zapadał się w gnębiącej czerni. Jedynym źródłem światła były dwie rozpalone pochodnie. Chciałam odczuwać zmęczenie, chociaż ciała już faktycznie nie miałam. Widziałam swoje półprzezroczyste, mgliste kończyny, które rozpływały się za każdym większym westchnięciem Hadesa.
– Widziałaś mojego Cerbera? Dobra psina. Pilnuje wyjścia jak najwierniejszy stróż, ale ostatnio zjadł kilka dusz próbujących się wydostać na powierzchnie – powiedział, zapalając cygaro. – Jesteś taka milcząca. Boisz się? – spojrzał na mnie wyczekująco.
– Jestem tylko trochę zmęczona – odpowiedziałam powoli. – Nadal nie wiem, czy na pewno idę do Erebu na spoczynek, czy nie.
– Nie mów głupstw. Nic nie czujesz, jesteś teraz już tylko garstką ulotnego dymu. Śmierć jest bardzo prosta Ewelino.
Nie miał racji. Aby dostać się do tego pokoju, musiałam najpierw przepłynąć pięć rzek. Charon, który za jednego obola kierował moją łódką przez Styks, nie był wcale jowialnym człowiekiem, a widocznie umierającym bożkiem. Cerber za to był przerażającym, ogromnym potworem, a jego trzy pary oczu wpatrywały się we mnie jak w smakowity kąsek świeżego mięsa. Potem gdy już trafiłam przed sąd Radamantysa, Milosa, Akajsa i miałam dostać decydujący wyrok, trzy enigmatyczne Erynie wtargnęły i powiadomiły, że: „ta dusza jest poszukiwana przez Hadesa panowie, osądy będziecie robić później!” po czym porwały mnie, przerzucając moim dymem nad ogromnymi przepaściami podziemia, śmiejąc się szyderczo. Aż w końcu dotarłam tutaj, jednak nie wiedziałam, czy prawdziwe piekło zaczyna się przy przekroczeniu podziemnego świata umarłych, czy naprzeciwko władcy tego miejsca.
Hadesa trapiła jedna bardzo ważna rzecz. Zasada przetrwania jego krainy. Rzeka Lete po wielu latach meandrowania w podziemnych kanałach utraciła swoją moc. Kiedy ktoś wypijał z niej wodę, tracił na zawsze pamięć i mógł trafić do miejsca wiecznego spoczynku. Teraz dusze przebywające w Polach Elizejskich przywracały ku sobie wspomnienia za życia, a ból i desperacja wydostania się na powierzchnie skutkowało wielką masakrą przeprowadzaną przez Cerbera. Ich niewidoczna, mglista ciepła krew walki o życie rozlewała się po krainie, szerząc galimatias, którego Hades w żaden sposób nie potrafił okiełznać.
W życie nie wierzył i zawsze uważał go za ulotną, śmieszną rzecz. Całkowicie niewartościową, wręcz nienawidził go. Nadzwyczaj cenił sobie wieczną, stałą śmierć, niezmienną przez wieki, która pochłaniała każdy skrawek Ziemi. Wielbił średniowieczne sentencje, a tatuaż “memento mori” wyrobił sobie pośrodku klatki piersiowej. Uwielbiał widzieć, jak kolejne zegary ludzi się zatrzymują w najbardziej pełnych nadziei momentach. Kiedy łzy bliskich nieboszczyków przenikały przez grunt do jego pałacu, gdzie mógł śmiać się bezkarnie z ich smutku. Kochał patrzeć jak szare, kruche dusze przeprawiają się przez jego podziemia i zapadają się w wieczności, z której nikt nie mógł uciec. Do czasu.
– Chcę po prostu wiedzieć Ewelino – pochylił się lekko i głęboko spojrzał w moje oczy. – Co jest takiego niesamowitego tam na górze, czego nie ma u mnie tu na dole?
Jego głos był jadowity, syczący. Odbijające się echo po pokoju przerażało mnie coraz bardziej z każdą sekundą.
Moja śmierć nie była dla mnie smutna czy straszna. Była po prostu bardzo wyczerpująca. Oczywiście chciałam powrócić na powierzchnie, zobaczyć ponownie twarze moich bliskich, i po prostu się wyspać, ale coś w tym miejscu było tak intrygujące, a jednocześnie piekielne, że kusiło, abym została. Kto by mógł pomyśleć, że lekcje polskiego o bogach greckich, górze Olimp, niezwyciężonym Herkulesie i gniewnym Zeusie mogą być prawdziwe?
– Mam dla ciebie propozycje – chrząknął starzec. – Jeżeli wyjaśnisz mi przekonująco, dlaczego życie, jest lepsze niż mój podziemny pałac, powrócić do życia.
Spojrzał na mnie wyczekująco z nadzieją w oczach. Co miałam odpowiedzieć? Nie chciałam ewentualnie trafić do Tartaru, jeżeli odmówię. Zrzucona w wieczną przepaść na wieki stracona w cierpienie. Słyszałam dużo mitów o karach bogów. Syzyf toczył głaz na górę przez mętną wieczność, Tantal wygłodzony przez pożarcie swojego syna, Iksjon nieszczęśliwie zakochany w Herze. A ja? Miałabym być przywiązana do łańcuchów, podpalana przez Erynie, utrapiona wieczną pracą? Zgodziłam się.
– A więc moja droga – kontynuował Hades widocznie usatysfakcjonowany moją odpowiedzią. – Opowiedz mi o swoim życiu. Byłaś szczęśliwa? Może femme fatale zakochana w zdradzającym chłopaku? Ach, cierpienie młodych, głupich dziewczyn zaślepionych w tych, którzy nigdy nie zwrócili na nie uwagi. Dość romantyczne!
– Nie, nie byłam żadną femme fatale – przerwałam jego energiczny monolog. – Byłam jednak szczęśliwa, jeżeli to ci wystarcza.
Zamilknął przez chwilę i wypuścił dym z ust.
– Dlaczego byłaś szczęśliwa? – zapytał z ogromną poważnością w głosie. Tak jakby został urażony tym wyzwaniem, zraniony nostalgią płynącą z mojego głosu.
– No cóż… Miałam dobrą rodzinę, kilka zaufanych przyjaciół, nigdy nie miałam żadnych większych problemów! – obrazy z życia wstąpiły mi przed oczy. Tak, zdecydowanie lubiłam swoje krótkie życie.
Czekał na mnie wyczekująco, jakbym miała coś jeszcze powiedzieć. Ten mężczyzna zdecydowanie wywoływał we mnie zakłopotanie i jakiś dziwny wstyd, choć nic złego nie zrobiłam.
– I co, to tyle? – spojrzał na mnie ze zblazowaną miną. – Dziecko drogie, ależ twoje życie było tragiczne! – wybuchnął.
– Co? – patrzyłam na niego zdezorientowana. – A jakie życie według ciebie nie jest tragiczne?
– To przecież proste! – dodał z emfazą w głosie. – Bogactwo, szyk, pieniądze. Ha! Rozejrzyj się. Mój pałac jest zbudowany z czarnego marmuru, złoto ocieka po moich posadzkach, monety wysypują się z mojego skarbca… Po co w ogóle żyć skoro nie ma się tego? – zapytał, śmiejąc się.
– Co z tego, że masz te wszystkie bogactwa, jeżeli cały czas siedzisz jak w piwnicy? – dodałam, lecz od razu tego pożałowałam.
Spokojnie dziewczyno, rozmawiasz z bogiem śmierci, a nie z wrednym sąsiadem. Ten ton nie był zbyt przychylny, o czym od razu poświadczył wyraz twarzy Hadesa. Jego śmieszne czerwone szkiełka teraz wyglądały jak kółka śmierci, które miały mnie za chwile ponownie uśmiercić.
– Piwnica? – zawiesił głos. – Skoro jesteś taka mądra, powiedz mi, co jest lepszego niż ta piwnica i moje skarby?
– No… Dużo jest takich rzeczy. Na przykład kiedyś pojechałam z mamą i babcią nad morze i przez dziesięć dni codziennie pływałyśmy, jadłyśmy dobre jedzenie i opalałyśmy się – powiedziałam. – A drugiego razu spotkałam się z moją najlepszą przyjaciółką i zrobiłyśmy piknik nad rzeką. Rozmawiałyśmy bez przerwy przez cztery godziny! – dodałam z iskrą szczęścia.
Hades był widocznie znudzony moim wnioskiem. Chrząknął i wstał z czarnego fotela. Krążył po pokoju i w końcu rzekł:
– Moja miła – spojrzał na mnie i kontynuował. – Wy śmiertelnicy lubicie wydziwiać i doprowadzać wręcz do apoteozy to swoje marne życie. Jednak ja wiem jedno: wszystkie te lata, które poświęcacie na daremnym, zdesperowanym zbieraniu pojedynczych, szczęśliwych momentów życia, są tak niewartościowe i małe, jak ziarnko piasku – przerwał i spojrzał na mnie chytrze. – Jaki jest tego sens, jeżeli i tak traficie tu do mnie?
– Może właśnie i to, że gdy zbieramy te dobre ziarenka, są one tysiąc razy piękniejsze i kolorowe niż te ciemności, w których mamy spędzić naszą śmierć – powiedziałam.
Lecz nagle twarz Hadesa zmieniła wyraz i paroksyzm oburzenia, wypełnił naszą konwersację.
– Ale ci, którzy trafiają do pięknych, bogatych Pól Elizejskich, mają wszystko! Od złota po drogocenne szaty i suknie. Od świeżych, soczystych owoców, po aromatyczne asfodele i topole! – krzyknął oburzony.
– Tak, ale po co nam kwiaty, owoce, materiały i błyszczące kruszce, skoro tam, na górze – wskazałam, podnosząc wzrok do góry – możemy znaleźć to i jeszcze więcej? – zapytałam go smutno.
– Jeszcze więcej?! Więc to o to wam chodzi, wy przeklęci materialiści! Wy chcecie jeszcze więcej złota, jedzenia i pięknych sadów? – wykrzyknął Hades. – To miejcie to! Wsadzę wam tam porcelanowe pałace i luksusowe wille! Dam wam delikatesy porównywalne z boską ambrozją! – nieprzerwanie krzyczał rozwścieczony starzec. – Jak chcecie, to wam tam wsadzę całą kopalnię złota i diamentów, jedwabne jeziora oraz rzeki pełne miodu i słodkości. Bylebyście zapomnieli o tym piekielnym życiu i na zawsze zatopili się w śmierci! – sączył jadem Hades.
Jego oczy teraz przypominały żarzące kule ognia, jego głos wspinał się na wyżyny gniewu i syczał z taką nienawiścią, jaką w życiu jeszcze nie doświadczyłam. Jego skóra napinała się z każdym przeklnięciem losu ludzkiego, a piana z ust jak podpałka podsycała ogień jego gniewu, paląc wszystko dookoła. W pewnym momencie zamilkł i powrócił na miejsce. Słyszałam, jak jego rozpalone serce obija się o żebra, jak cała złość kipi w środku jego wypalonej duszy. Hades palił się od środka. Rozpływał się na moich oczach, próbując zabić życie i wszystkie ludzkie zachcianki, które tak naprawdę nigdy nie mogły być kluczem jego czarnej rozpaczy. Całkowicie oddał się nienawiści do życia, czegoś, co utracił dawno, dawno temu, gdy został wsadzony do podziemi. Z całym sercem przeklinał mnie i wszystkich niewiernych jego władzy. Był na tyle roztrzęsiony, że w końcu głucho zamilkł, wpatrując się gdzieś nade mną, a pojedyncze łzy wycieńczenia od frenetycznych emocji spłynęło po jego suchym, zapadłym policzku. “Memento mori” głosił napis na jego starej, bez życia skórze.
– Chcę… – urywał co chwilę. – Chcę… Ach moja Ewelino! Chcę po prostu zrozumieć! – teraz brzmiał jak pokrzywdzone dziecko. Zrozpaczone, płaczące dziecko. – Jak wy, przeklęte dusze, możecie wracać gdzieś, gdzie nie ma mojej władzy? Ja jestem taki dobry – zaczął mnie przekonywać – pobłażliwy, miłosierny… A wy? Wy jesteście niczym beze mnie – przerwał na chwilę i klęknął przede mną. – Twoja śmierć Ewelino byłaby taką nudną, krótką śmiercią! Ja stworzyłem tę arkadię, ten dom, dla was – patrzył na mnie wzruszonym wzrokiem, chciał mnie przekonać, tak bardzo tego pragnął. – Bądźcie mi posłuszni, a wszyscy traficie do Pól Elizejskich!
– Hadesie… Teraz już znam odpowiedź na twoje pytanie – odpowiedziałam.
Mężczyzna popatrzył na mnie zdezorientowany.
– “Dlaczego ludzie chcą wrócić do życia?” – powtórzyłam jego zdanie. – Dlatego Hadesie, że tutaj rządzi biedny degenerat. Pozbawiony wartości, które naprawdę żyją i zatrzymują w sobie to życie na zawsze – kontynuowałam. – Chcesz, żebyśmy pili wody Lete, zapominali nasze lata na Ziemi, ponieważ ty Hadesie, dawno zapomniałeś o swoich – dokończyłam i wstałam.
Teraz i ja pragnęłam wydostać się na powierzchnie. Chciałam doświadczyć tych prostych, pięknych chwil, które kiedyś wydawały mi się takie bezbarwne. Pragnęłam poczuć krople deszczu na mojej twarzy, objąć moją mamę, babcię, psa. Nie chciałam już dłużej widzieć swoje przezroczyste ciało, tylko chciałam czuć ból brzucha, kiedy śmiałam się z przyjaciółmi do rozpuku. Chciałam poczuć na języku smak mojej ulubionej lazanii mamy, chciałam, żeby moje oczy przejechały po stronach książek i twarzach ludzi, którzy powodowali, że się rumieniłam. Chciałam zauważyć piękno w mleczu rosnącym pomiędzy kawałkami twardego, martwego betonu, chciałam usłyszeć dźwięk żywych rozmów nieznajomych, to jak losowi ludzie nagle spotykali się na ścieżkach swojego życia i już na zawsze pozostawali razem. Jak kolejni nieznajomi świętują pośród gwiezdnych nocy. Jak samoloty przeszywają niebo, jak rzeki niosą nas nurtem do nowych przygód. Chciałam po prostu głęboko oddychać i pożerać każdy skrawek życia. Teraz dopiero zrozumiałam, że Hades nie miał racji, mówiąc, że nic nie czuję. Czuję i to bardzo mocno: głód do życia. Byłam naprawdę bardzo głodna.
– Jesteś głodny Hadesie? – zapytałam zrozpaczonego starca.
Podniósł na mnie wzrok i przełknął ślinę.
– Może, odrobinę – orzekł. – Zjadłbym coś takiego…
– Żywego? – wtrąciłam.
Widziałam iskrę nadziei na jego obliczu.
– Nie, Ewelino – uśmiechnął się lekko. – Nie mogę zjeść nic żywego. Śmierć jest moim przeznaczeniem, moja droga.
Nie chciałam płakać, ale zrobiło mi się ogromnie żal tego kruchego starca. W tym momencie stracił ostatni, jedyny pierwiastek życia w jego martwym ciele. Żadne Pola Elizejskie, złote posadzki, marmurowe pałace nie mogły uratować wraku, jakim był Hades. Rozpadającym się zatopionym wrakiem, gdzieś głęboko pod powierzchnią ziemi.
– Nie wiem Ewelino, co robić – powiedział w końcu.
– Rób to, co uważasz Hadesie. Wiem, że jesteś dobrym władcą, bo bez ciebie możliwe nigdy bym nie doświadczyła słodkiego nektaru życia – rozejrzałam się ostatni raz po pokoju i kontynuowałam. – Tylko może wyślij na emeryturę tego Charona biednego. Widzę, że męczy go ta robota – lekko uśmiechnęłam się w jego stronę i ruszyłam do wyjścia.
– Ewelino, zaczekaj! – krzyknął starzec, kiedy już miałam wychodzić. – Możliwe, że chciałbym wykopać otwór szklany w suficie, żeby dostrzec odrobinę słońca, myślisz, że to dobry pomysł?
Uśmiechnęłam się, nic nie mówiąc i wyszłam przez szerokie drzwi. Te podziemia, Styks, Ereb, Pola Elizejskie, mogły mi się wydawać na początku przygnębiającymi miejscami desperacji, czarnymi zagajnikami mimozy. Teraz były raczej krainą nieodgadnioną, zataczającą krąg harmonii we wszechświecie, z którego ja zdołałam wypaść. Miałam skierować się w stronę sądu władców, ale nagle poczułam pod stopami mokrą trawę. Rozejrzałam się. Stałam na polanie obok domu, mój piesek hasał po trawie, a mama rzucała mu patyczek.
– Mamo? – zwróciłam się do niej z niedowierzaniem.
– No nie stój tak Ewelina, chodź, idziemy nad jezioro! – wzięła mnie za rękę mama i poprowadziła dalej.



