A co gdyby, mój świat się zawalił? – Czyli Co Jeśli, Boję Się Upadku?

Siadam w sali kinowej. Nie często wracam do tak dawnych wspomnień, ale dzisiaj postanowiłam, że postaram się przywołać do teraźniejszości wczesne dzieciństwo. Na ekranie pojawia się moja mama, babcia, dwie kotki, stary dom nieopodal miasta i mieszkanie w sowieckim bloku. Widzę moje przedszkole, wakacje nad morzem w Turcji oraz mój mały mikrofon, przez który śpiewałam cały czas. Zaczynam przywoływać smak barszczu i pierogów od babci i dziadka, zawody, które urządzałam z tatą, kto szybciej zje obiad. Pamiętam mój ulubiony park linowy, cukierki z witaminką C, które kupowałam w aptece, kościół, w którym w czasie świąt Bożego Narodzenia stały figurki aniołków, śpiewające po wrzuceniu monety. Widzę targ nieopodal mieszkania babci, bułeczki z makiem, strumyki i pijawki pływające w basenie ze źródlaną wodą. Czuję zapach karmy dla kota i siana, które jadły kozy mieszkające za płotem.

To było szczęśliwe dzieciństwo, szczęśliwy świat, szczęśliwy dom. Wyrosłam, zaczęłam się uczyć, występować, brać udział w konkursach. Aż w końcu minęła kolejna zima, kolejny rok i tak teraz siedzę tutaj, bojąc się, że coś mi nie wyjdzie. Że coś nie wypali, że to wszystko na nic. Lubię mówić “na przypale albo wcale” i można powiedzieć, że moje życie opiera się na tej zasadzie, jednak nie ukrywam, że są momenty, kiedy nachodzi mnie zimny pot. Widziałam siebie, jak byłam dzieckiem, jak dorastałam, martwiłam się “super trudnym” sprawdzianem z biologii. Widziałam, jak występowałam pierwszy raz na scenie, jak pisałam egzaminy, jak kończyłam szkołę i zaczynałam nową. Ale czy będę w stanie zobaczyć siebie, jak przegram? Jak coś prawdziwie zada mi ból?

Nigdy wcześniej nie płakałam nad żadną z moich prac, ale ta jest inna. Kocham myśleć, jak ogromne szczęście spadło na mnie i moich bliskich. Jak ogromną miałam szansę, żeby się uczyć, żeby mieć przyjaciół, żeby mieć kochającą rodzinę. Lubię to, że moim największym strachem przez większość życia było nieprzygotowanie na kartkówkę, ale z każdym rokiem świat tak jakby staje się ostrzejszy. Są nowe oczekiwania, presja, marzenia. Nagle brakuje czasu, jest zbyt dużo na głowie, a ja widzę coraz to nowe i lepsze plany. Życie przyspiesza, ja stawiam mu nowe wyzwania, chcę zobaczyć, jakie są moje granice, jak daleko mogę zajść.

Pojawiła się u mnie pewna myśl. Historia, którą słyszałam kilka razy. Mój wujek, kiedyś właściciel dużego, rozkręcającego się biznesu. Zarabiał dużo pieniędzy, robił to, co lubił robić. Był ambitny, pracowity, poświęcał każdą godzinę na myśleniu, tworzeniu dalszego planu firmy. Jednak wystarczył jeden dzień. I nagle wszystko się rozpadło. Za każdym razem, gdy słyszałam tę historię, nie widziałam w niej aż tak dużej wagi. Jednak teraz widzę punkty wspólne między nim a mną. Można powiedzieć, że cokolwiek robię, przywodzi temu myśl o przyszłości. Lepsze jutro, lepsze życie, lepsze wykształcenie, lepsze doświadczenie. Czasami piszę w swoim pamiętniku, że zachowuję się, jakbym była kotem i miała 7 żyć. Moim największym problemem jest to, że dzień ma 24 godziny, a mógłby mieć 30.

Myśl o porażce jest jak porażenie prądem. Nie potrafię tego do siebie dopuścić. I chociaż dalej nie wiem dokładnie, jak będzie wyglądała moja przyszłość to i tak teraz robię to, co uchroni mnie przed ewentualnym załamaniem. To nie czas mnie goni, to ja gonię sama siebie. I chociaż są myśli, że może to nie ma sensu, że ten blog mi nie wyjdzie, że nie odniosę w tym sukcesu, to jakoś nigdy nie potrafiłam odejść od komputera i powiedzieć “może innym razem”. Nadal piszę, nadal nagrywam, nadal mam nadzieję. Bo możliwe jeszcze większym strachem u mnie jest to, że to ja wykopie sobie sama grób i do niego wskoczę.

Dla mnie życie to zdecydowanie nie film. Ale głęboko czuję, że ja chcę stworzyć go jak oscarowy film. Zawsze chciałam dokonać czegoś, co zmieni moje dni. Chcę odnaleźć ten stan w życiu, kiedy nagle wszystkie moje pragnienia, strachy, stres znikną. Rozpłyną się i ukażą ten magiczny raj, w którym zdanie “Nie przejmuj się tak bardzo życiem” może istnieć. Widzisz Czytelniczko, w moich słowach nawet nie ma miejsca na coś takiego jak przegrana. Ma być idealnie.

W tym tekście nie wiem, czy znajdę odpowiedź. Nie wiem, czy dowiem się co robić w czasie porażki. Nawet nie wiem, czy chcę wiedzieć. Bo co miałabym zrobić? Podać tutaj trzy super rozwiązania? Dla mnie to nie DIY czy prezentacja na lekcje. To coś dużego, ogromnego, mającego gigantyczną wartość. Chciałabym przeczytać ten tekst za 60 lat i być tą irytującą starszą panią, która powie, “Nie przejmuj się tak bardzo życiem”. Chyba nigdy w te słowa nie uwierzę. Są dla mnie zaczarowane, zamknięte. Chciałabym się z tego tekstu śmiać, żartować, mówić,” ale byłam głupiutka”. Jednak teraz chcę działać. Chcę wierzyć, że nie wykopię sobie sama grobu, że nawet jeżeli upadnę, to się podniosę i zrobię, choć 1000 razy to samo, ale w końcu dosięgnę tego, co sobie postawiłam za cel.

Widziałam siebie, jak byłam dzieckiem, jak poszłam do pierwszej klasy podstawówki, jak pierwszy raz wystąpiłam na scenie. Widziałam siebie dostającą 5 z kartkówki, której tak się bałam, widziałam siebie, przytulając moją najlepszą przyjaciółkę. Widziałam siebie płaczącą na zakończeniu 8 klasy i widzę siebie teraz płaczącą nad tymi słowami. Widzę siebie za rok z uśmiechem na twarzy, widzę siebie za 5 lat, 10 lat, 50 lat. W każdym moim obrazie są ludzie, których kocham, są rzeczy, które kocham, są dni, w których przywołuję tę chwilę. Są zmarszczki uśmiechające się do kamery mówiące, “ale z siebie zrobiłam idiotkę wtedy.” Tak może jestem idiotką. Może ten tekst będzie kiedyś wielkim żartem w mojej rodzinie, może będzie przykładem dla kogoś. Dziękuję za to życie każdego dnia.  Z całą moją miłością, YP.

(A jeszcze wczoraj martwiłam się, że nie wiem, o czym pisać!)

2 komentarze do “A co gdyby, mój świat się zawalił? – Czyli Co Jeśli, Boję Się Upadku?”

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *